Przejdź do głównej zawartości

O pasztecikach dinozaurach pani Haliny i o latającym kocie

 Paszteciki są bardzo praktycznym jedzeniem. Robię je raz na jakiś czas - z przepisu wychodzi ich około 60-70 sztuk. Mrożę je potem, pakowane po dziesięć sztuk, jako gotowe danie - gdy nie ma czasu na normalny obiad, wystarczy pozyskać jakąkolwiek zupę (w akcie desperacji: barszczyk typu "gorący kubek"), wrzucić kilka pasztecików do piekarnika na parę minut (lub do mikrofali) i już: da się tym najeść. Nawet z przyjemnością.

Paszteciki z przepisu pani Halinki mają u nas w domu ksywę "dinozaury", bo lepimy je byle jak i bardziej przypominają nam stegozaury (tyle że takie bez nóżek) niż regularny pasztecik.


Paszteciki dinozaury 😉


Pani Halinka, przyjaciółka moich rodziców, była osobą bardzo mądrą, ciepłą i empatyczną. Cechowały ją też specyficzne lęki, miłość do zwierząt i umiarkowana cierpliwość. Wśród lęków pani Halinki na ostre prowadzenie wychodził lęk przed natknięciem się w lesie na wisielca. Pani Halina wyobrażała sobie, że pochylona idzie sobie przez las zbierając grzyby, a tu - niezauważona wcześniej - noga osoby powieszonej uderza ją w czoło: puk-puk. Opowiadając o tej mrożącej krew w żyłach scenie pani Halina chichotała, bo nie brała swoich lęków zbyt serio (ale samotnie na grzyby nie chadzała). Z kolei połączenie miłości do zwierząt i umiarkowanej cierpliwości objawiło się m.in. pewnego dnia podczas naszego wspólnego pobytu nad morzem. Otóż na rachityczne drzewko rosnące obok domku typu Brda, w którym mieszkaliśmy, wlazł młody kot. Wlazł i ugrzązł biedula dość wysoko na gałęzi bez opcji samodzielnego zlezienia na dół. Panią Halinkę kocie miaukoty postawiły na baczność - natychmiast postanowiła uratować kotka od niechybnej śmierci głodowej. Najpierw stanęła pod drzewem i zaczęła kota wabić słodkim i nasyconym miłością głosem: kici kici kici. Kot był głuchy na jej wołania i ani drgnął. Chwilkę to trwało. Potem pani Halina zdecydowała wzmocnić kocią motywację i przyniosła pod drzewo solidny kawał wędzonej rybki. Kot, zwęszywszy rybę, jął miauczeć intensywniej, konsekwentnie tkwiąc na gałęzi. Pani Halinka, zirytowana kocim oporem, wezwała na pomoc dorosłego już syna i gromkim głosem wydała polecenie: "Synku, trząchnij silnie tym drzewkiem". Synek przyłożył się, trząchnął drzewem z całych sił, kot wyleciał w powietrze jak wystrzelony z katapulty, wzleciał ku chmurom i lotem koszącym bezstratnie dla zdrowia spadł na trawnik. Żal pani Halinki spowodowany tym, że uciekający w obłędzie ocaleniec nie zabrał ze sobą wędzonej rybki, był dotkliwy.

Dinozaury składają się z dwóch elementów do wyprodukowania: ciasto i farsz. 

Składniki farszu: 1kg mięsa wołowego, cebula, marchew, korzeń pietruszki, sól. pieprz, liść laurowy, ziele angielskie

Składniki ciasta: 1kg mąki wrocławskiej, 2 jaja, 1 kostka masła, 8 dkg drożdży, szczypta soli, 250 ml kwaśnej śmietany 18%

Robimy farsz:

- mięso należy ugotować z warzywami (albo upiec. Ja wolę ugotować),

- ugotowane mięcho należy przemielić - warzywa też. 

- wyrabiamy mięsko z warzywami tak, by miało spójną konsystencję - miękką (ale nie lejącą się) i nie wiórowatą. Jeśli po przemieleniu mamy suchawe mięsne wióry, należy dodać trochę bulionu (i tu mamy wyższość gotowania nad pieczeniem mięsa) i całość uczciwie wymemłać ręcznie. Solimy i dowalamy pieprzu zgodnie z preferencjami.

Robimy ciasto w tzw. międzyczasie, gdy mięsko jest w 3/4 drogi do ugotowania. Wielozadaniowość w kuchni to podstawa sukcesu:

- oddzielamy białko jaj od żółtek i zostawiamy sobie w jakiejś miseczce trochę białka (trochę to mniej więcej łyżka - no może 2 łyżki),

- ucieramy mąkę i szczyptę soli z ciepłym masłem,

- drożdże należy rozbełtać w śmietanie i połączyć z mąką (drożdże nie muszą się aktywować),

- formujemy kulę z ciasta i upychamy do lodówki na 30 minut,

- ciasto wałkujemy na cienkie płaty i wycinamy spore kółka - faszerujemy, lepiąc dinozaury,

- pędzelkiem smarujemy dinozaury rozbełtanym białkiem (tym z miseczki),

- na blachę kładziemy papier do pieczenia, na papier - dinozaury i pakujemy towarzystwo do piekarnika nagrzanego góra-dół do 180 stopni,

- pieczemy na oko - dinozaury są gotowe, gdy się lekko (pani Halinka powiedziałaby: lekuchno) zrumienią.

No i już - gotowe. Można jeść lub mrozić. Przyjemności 😊

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O krewetkach w pomidorach i potrzebach w relacjach

 Wczoraj wieczorem odwiedził mnie niespodziewanie znajomy. Przywiózł ze sobą krewetki, co mnie bardzo ucieszyło i zaskoczyło jednocześnie. Na moje pytanie: Skąd wiedziałeś, że chętnie zjem krewetki ? odpowiedział, że znamy się już od ponad 8 miesięcy i on wie, że niezależnie od samopoczucia i nastroju zawsze zjem krewetki. I tatara oraz arbuza - niekoniecznie razem. No więc przywiózł krewetki. Zaczęliśmy smażyć te krewetki - przepis za chwilę - i znajomy w kontekście mojego zdziwienia trafioną w punkt dostawą żywności wygooglał w internetach jego ulubiony cytat ze słów Fridy Kahlo, dotyczący znajomości potrzeb i ich zaspokajania w bliskiej relacji (przyjacielskiej lub romantycznej - nie ma różnicy, bo oba typy relacji zakładają znaczną ważność i bliskość drugiej osoby).  Nie proszę Cię, byś mnie pocałował, ani o przeproszenie, gdy myślę, że się mylisz. Nawet nie poproszę Cię o przytulenie mnie, kiedy najbardziej tego potrzebuję. Nie proszę o to, żebyś mi mówił jaka jestem pięk...

Mózg: przysmak dla psychologa ;)

 Niedawno mojego wspólnika gabinetowego i kumpla w jednym coś natchnęło do kulinarnego powrotu do czasów PRL (z naszej dwójki tylko ja, rzecz jasna, pamiętam kuchnię lat 80.). Postanowiliśmy pobawić się w gotowanie cynaderek, byczych jąder i mózgu (oczywiście wieprzowego). Ta ostatnia potrawa nazywana była pieszczotliwie móżdżkiem - chyba po prostu milej to brzmiało. Jako żywo pamiętam czasy, gdy móżdżek można było zjeść w co drugiej knajpie. Zanim jednak zjemy mózg, warto dowiedzieć się, że jest on organem niezwykłym: stanowi około 2 procent masy ciała, ale zużywa 20-30 procent energii całego organizmu. Składa się on z około 100 miliardów neuronów, zaś same naczynia krwionośne mają 160 tys. kilometrów. Podczas stanu czuwania mózg generuje  jakieś 25 watów energii (czyli żarówkę już można rozświetlić) i przetwarza informacje z prędkością 430 km/h.  Gdy jesteśmy w stanie zakochania (wspominam o tym, bo dziś są walentynki), osłabieniu ulega aktywność kory czołowej i przedcz...