Podczas ostatniej fali upałów (dla mnie temperatura powietrza powyżej +25 stopni to zło) żywiłam się głównie arbuzem, mizerią i chłodnikiem, o którym będzie za chwilę. Przywoływałam też wspomnienia najmilszych wakacji w północnej Norwegii (+14 stopni pod koniec czerwca!). Mój pierwszy urlop w Norwegii spędzałam jako kierowca w towarzystwie mojego śp. ojczulka i jego kumpli – uroczych facetów w kategorii wiekowej 60 i 70+. Stacjonowaliśmy na wyspie Seiland – panowie obsesyjnie łowili ryby, a ja łaziłam i jeździłam po pięknej okolicy. Gdy wspominałam ten wyjazd to zdałam sobie sprawę, że udowodniłam sobie wówczas wiele mniej lub ważnych kwestii. Przykładowo udowodniłam sobie, że mogę prowadzić samochód non-stop przez 28 godzin bez przerw większych niż siusiu i papieros. Nie ukrywam jednak, że pod koniec tych 28 godzin to raczej samochód jechał mną niż ja samochodem.
![]() |
| Lato na ukochanym Nordkappie (ciekawe dlaczego inne osoby są cieplej ubrane niż ja?) |

Pobocze drogi i wyleniałe renifery 
Piękna, surowa Seiland
Moim zdaniem warto czasem coś sobie udowodnić – poszerza to wiedzę o sobie, nawet jeśli nie zawsze prowadzi do miłych wniosków. Z pewnością nie warto jednak marnować energii na udowodnianie czegokolwiek innym – to spala i czyni nas niewolnikiem czyjegoś osądu; zabiera wolność decyzji; przejmuje kontrolę nad naszym emocjami i prowadzi nas na smyczy ku czyjemuś zadowoleniu.
Mój chłodnik, chłodny jak Nordkapp latem, ma się trochę nijak do oryginalnej wersji litewskiej. W klasycznych przepisach poleca się gotować buraczki z liśćmi w bulionie mięsnym lub warzywnym, a potem ten bulion połączyć z kefirem lub maślanką. Nigdy nie wypróbowałam takiego wariantu, bo mikstura „bulion+kefir” kojarzy mi się wyłącznie z patentem na gwałtowny i przewlekły rozstrój jelit. Pewnie niesłusznie, skoro ludzkość to jada bez utraty życia i zdrowia, ale osobiście wolę jednak nie ryzykować.
Do zrobienia chłodnika nielitewskiego potrzebujemy: 0,75 litra gęstego kefiru (lub litr, jeśli ktoś chce mieć bardziej płynną zupę), 6 buraków młodych (mile widziane liście, ale nie są konieczne), 6 ogórków gruntowych średniej wielkości, pół dużego pęczka kopru i szczypioru (albo po jednym skromniejszym), ząbek czosnku, sól i pieprz oraz po jednym jajku na twardo na osobę jedzącą chłodnik. Z tych proporcji powstaje porcja chłodnika nadająca się dla 4 głodnych osób.
Robota jest przeraźliwie prosta: gotujemy buraczki do miękkości. Jeśli buraki mają liście, to wrzucamy je do gara z burakami pod koniec gotowania. Liście gotują się piorunem. Studzimy buraki, a w międzyczasie kroimy drobniutko ogórki i zieleninę, dorzucamy do tego ząbek czosnku zmiażdżony przez praskę i zalewamy całość kefirem. Potem dodajemy zimne buraczki podziabane w maleńką kostkę. Mieszamy, solimy, pieprzymy i wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Całość musi się przegryźć i wychłodzić. Następnie do miski lub talerza wlewamy chłodnik, posypujemy go pokrojonym jajkiem na twardo i pożeramy z przyjemnością, ciesząc się myślą, że w Polsce nie ma rąbniętych reniferów...


Komentarze
Prześlij komentarz