Przejdź do głównej zawartości

O zupie z cukinii oraz o trosce

 Wyznam szczerze, że nie przepadam za zupami-kremami: wolę zupy, w których coś daje się rozgryźć. Zupę-krem z cukinii jednak lubię, bo jest wyrazista w smaku. Kremowe, miksowane zupki gotuję często, bo moja mama - seniorka preferuje wszelkie konsystencje kremowe, łatwo przełykalne. Robię więc te zupki motywowana troską i gdy dziś rano gotowałam właśnie krem cukiniowy, myślałam sobie o trosce oraz o tym, co się dzieje, gdy człowiek przez dłuższy czas troski jest pozbawiony. Całkiem niedawno rozmawiałam o tym ze znajomym dobrze wyszkolonym psychologiem - odnosiliśmy się do tzw. zjawiska deprywacji emocjonalnej. Ta deprywacja pojawić się może, gdy ktoś nie doświadcza ze strony innych ludzi empatii, opieki/troski i ochrony. Niedobór doświadczania empatii oznacza, że w otoczeniu danej osoby nie ma nikogo, kto jej wysłuchuje, ma na uwadze jej potrzeby i okazuje nieegoistyczne zainteresowanie jej sprawami i problemami. Z kolei pozbawienie opieki to brak jakiejkolwiek osoby, która przytula, poświęca uwagę i okazuje uczucia. Pozbawienie ochrony oznacza natomiast, że nikt danej osoby nie prowadzi (np. nie podpowiada rozwiązań problemów) i nikt jej nie chroni (np. przed kłopotami dnia codziennego) - choć zazwyczaj osoba taka sama chroni i prowadzi innych. Przeżywanie deprywacji emocjonalnej może wywołać objawy łudząco podobne do depresji, ale może także prowadzić do rozwoju schematycznego przekonania, że empatia, ochrona i opieka nie są osiągalne - człowiek traci nadzieję, że kiedyś napotka osobę, która będzie chciała zaspokoić jego potrzeby emocjonalne. Osoby, które tę nadzieję straciły, nierzadko udają silniejsze niż są naprawdę; nie proszą już innych o pomoc (bo nie wierzą w możność jej uzyskania), uważnie słuchają innych nie mówiąc wiele na swój temat (bo nie wierzą, że ktoś będzie chciał słuchać i że kogoś naprawdę obchodzą ich problemy). Jak łatwo się domyślić, takie zachowania jeszcze bardziej pogłębiają stan deprywacji, bo otoczenie myśli: On/a jest silna/y i szczęśliwa/y - nie potrzebuje troski, ochrony i empatii; przecież sobie poradzi. No i osoba poddana deprywacji radzi sobie, coraz bardziej popadając w osamotnienie i zgorzknienie.

Co więc robić, gdy dopadła nas deprywacja emocjonalna? Przede wszystkim: nie tracić nadziei, że napotkamy kiedyś kogoś, kto będzie chciał i będzie w stanie zaspokoić potrzeby emocjonalne. Nawet jeśli kolejne znajomości i relacje okazują się znowu rozczarowujące, warto podjąć trud zachowania nadziei, bo gdy ją stracimy i uwierzymy, że ludzie nie są w stanie/nie chcą nam dać troski, empatii i ochrony, to wpadniemy w błędne koło wizerunku osoby, która troski, empatii i ochrony nie potrzebuje. A jeśli jesteśmy osobami zwierzolubnymi, to zaadoptujmy/kupmy psa - ponoć tylko w przypadku przytulania psów uruchamiają się tzw. neurony lustrzane, w wyniku czego człowiek czuje się także przytulany przez psa.

Zupa cukiniowa - kolorek taki sobie, smak zdecydowanie lepszy ;)


No i teraz czas na zupę gotowaną z troski, czyli krem cukiniowy. Musimy mieć: 1 dużą cukinię (lub dwie rozmiaru marketowego), jedną kalarepę (mile widziana duża), jedną cebulę, dwa ząbki czosnku, dwie łychy masła, 1-1,5 litra bulionu (oczywiście najlepszy to taki osobiście ugotowany, ale jeśli ktoś woli chodzić na skróty to może też być gotowy bulion warzywny w kostkach - dwóch kostkach na 1-1,5 l wody), sól, pieprz i sypką paprykę słodką oraz dwie łychy kwaśnej śmietany 18 procent. Fajnie jest też dodać trochę lubczyku. Można też dorzucić odrobinę ziół prowansalskich (aby bez przesady, bo można stłumić smak cukinii i kalarepki).

W dużym garze roztapiamy masło i podsmażamy pokrojoną cebulę i czosnek przeciśnięty przez praskę. Dorzucamy do gara pokrojoną cukinię i kalarepę. Warzywa mogą być podziabane byle jak na drobne kawałki, bo i tak będziemy całość miksować. Podsmażamy zawartość gara przez chwilę i dolewamy bulion (albo wodę i dwie kostki bulionowe) oraz wrzucamy przyprawy. Gotujemy całość przez 45 minut na wolnym ogniu, po czym miksujemy blenderem typu żyrafa i dodajemy śmietanę. Istnieje pogląd, że nie wolno blendować ciepłych zup, bo blender szlag trafia (w sensie: tępią się ostrza), ale na szczęście mój blender o tym nie wie. Do tej zupki idealnie pasują grzanki (i jest co chrupać). 

Przyjemnego gotowania w trosce i opiece nad ważnymi osobami :)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

O krewetkach w pomidorach i potrzebach w relacjach

 Wczoraj wieczorem odwiedził mnie niespodziewanie znajomy. Przywiózł ze sobą krewetki, co mnie bardzo ucieszyło i zaskoczyło jednocześnie. Na moje pytanie: Skąd wiedziałeś, że chętnie zjem krewetki ? odpowiedział, że znamy się już od ponad 8 miesięcy i on wie, że niezależnie od samopoczucia i nastroju zawsze zjem krewetki. I tatara oraz arbuza - niekoniecznie razem. No więc przywiózł krewetki. Zaczęliśmy smażyć te krewetki - przepis za chwilę - i znajomy w kontekście mojego zdziwienia trafioną w punkt dostawą żywności wygooglał w internetach jego ulubiony cytat ze słów Fridy Kahlo, dotyczący znajomości potrzeb i ich zaspokajania w bliskiej relacji (przyjacielskiej lub romantycznej - nie ma różnicy, bo oba typy relacji zakładają znaczną ważność i bliskość drugiej osoby).  Nie proszę Cię, byś mnie pocałował, ani o przeproszenie, gdy myślę, że się mylisz. Nawet nie poproszę Cię o przytulenie mnie, kiedy najbardziej tego potrzebuję. Nie proszę o to, żebyś mi mówił jaka jestem pięk...

Mózg: przysmak dla psychologa ;)

 Niedawno mojego wspólnika gabinetowego i kumpla w jednym coś natchnęło do kulinarnego powrotu do czasów PRL (z naszej dwójki tylko ja, rzecz jasna, pamiętam kuchnię lat 80.). Postanowiliśmy pobawić się w gotowanie cynaderek, byczych jąder i mózgu (oczywiście wieprzowego). Ta ostatnia potrawa nazywana była pieszczotliwie móżdżkiem - chyba po prostu milej to brzmiało. Jako żywo pamiętam czasy, gdy móżdżek można było zjeść w co drugiej knajpie. Zanim jednak zjemy mózg, warto dowiedzieć się, że jest on organem niezwykłym: stanowi około 2 procent masy ciała, ale zużywa 20-30 procent energii całego organizmu. Składa się on z około 100 miliardów neuronów, zaś same naczynia krwionośne mają 160 tys. kilometrów. Podczas stanu czuwania mózg generuje  jakieś 25 watów energii (czyli żarówkę już można rozświetlić) i przetwarza informacje z prędkością 430 km/h.  Gdy jesteśmy w stanie zakochania (wspominam o tym, bo dziś są walentynki), osłabieniu ulega aktywność kory czołowej i przedcz...

O pasztecikach dinozaurach pani Haliny i o latającym kocie

 Paszteciki są bardzo praktycznym jedzeniem. Robię je raz na jakiś czas - z przepisu wychodzi ich około 60-70 sztuk. Mrożę je potem, pakowane po dziesięć sztuk, jako gotowe danie - gdy nie ma czasu na normalny obiad, wystarczy pozyskać jakąkolwiek zupę (w akcie desperacji: barszczyk typu "gorący kubek"), wrzucić kilka pasztecików do piekarnika na parę minut (lub do mikrofali) i już: da się tym najeść. Nawet z przyjemnością. Paszteciki z przepisu pani Halinki mają u nas w domu ksywę "dinozaury", bo lepimy je byle jak i bardziej przypominają nam stegozaury (tyle że takie bez nóżek) niż regularny pasztecik. Paszteciki dinozaury 😉 Pani Halinka, przyjaciółka moich rodziców, była osobą bardzo mądrą, ciepłą i empatyczną. Cechowały ją też specyficzne lęki, miłość do zwierząt i umiarkowana cierpliwość. Wśród lęków pani Halinki na ostre prowadzenie wychodził lęk przed natknięciem się w lesie na wisielca. Pani Halina wyobrażała sobie, że pochylona idzie sobie przez las zbiera...